czwartek, 24 listopada 2022

Dama swego serca

W KTÓRYM ARTUR POMYŚLAŁ O DAMIE SWEGO SERCA.

Pewnego wtorku, około drugiej w południe, zwykli śmiertelnicy, przechodzący ulicą Wierzbową, mieli nieporównaną rozkosz oglądać i podziwiać ozdobioną małpami algierkę dobrze wychowanego Artura, wraz z jej właścicielem, wypełniającym wnętrze tej pięknej szaty, na zasadzie poręczenia, złożonego w składzie futer przez dwie wiarogodne i odpowiedzialne osoby.
Z boleścią zaznaczyć musimy, że ogół mieszkańców miasta Warszawy, prawdopodobnie skutkiem roztrzepania, nie zwracał dostatecznej uwagi na naszego bohatera, a tem mniej zapytywał o rodzaj jego zajęć i nazwisko. Raz tylko (lecz działo się to nie na Wierzbowej), jakiś zgryźliwy staruszek, potrącony przez Artura, rzucił niebacznie słówko: „Cóżto za błazen?...“ Szczęściem jednak, niedelikatne to pytanie nie dosięgło uszu młodzieńca; ten bowiem zamiast odpowiedzi, podwoił kroku i począł nucić ulubioną arją z „Traviaty.“
Nie podzielając nagannej obojętności współobywateli, choć w kilku wyrazach postaramy się skreślić biografją miłego chłopca. Nie dlatego bynajmniej, aby miał odegrać jakąś wydatniejszą rolę w naszej powiastce (tacy bowiem jak on, nigdzie żadnej nie odgrywają roli), ale dlatego, aby przekazać potomności ukochany przez nas typ, który dzięki ślepocie społeczeństwa, od wieków już istnieje i wieki istnieć będzie.
Główną finansową podporę Artura stanowiła jego ciotka: dama sędziwa, sparaliżowana i ubóstwiająca swego wychowanka. Ona to codzień o pierwszej częstowała go skromnym obiadkiem i dawała mu co miesiąc rubli sześć na drobne wydatki. Wywzajemniając się, Arturek w ciągu obiadu bawił ją bardzo groźnemi pogłoskami wojennemi, po obiedzie zaś kładł swej karmicielce miękką poduszkę pod głowę, życzył smacznej drzemki i wychodził „do biura.“
Biuro jego mieściło się w pewnej sali bilardowej, gdzie najsystematyczniej pracował od dziesiątej do dwunastej z rana i od drugiej do siódmej po południu. Bilard lepiej znał niż Śniadecki trygonometrją sferyczną; grał na nim stojąc, siadając i kładąc się, w tużurku i bez tużurka, słowem jak prawdziwy artysta. Ponieważ zaś na przeciwników wybierał zwykle młodzież niewprawną lecz zasobną i ponieważ, dzięki słabej pamięci, sobie niekiedy doliczał punkta, a swym partnerom ujmował, — praca więc „biurowa“ przynosiła mu dwa do trzech rubli srebrem na dobę.
Bez względu na tak przyzwoity dochód, Artur, hołdując wymaganiom wieku, miał długi. Załatwiał się też z niemi w sposób ogólnie przyjęty — zaciągając do spłacenia dawnej, nową pożyczkę „z ogonem.“ Skutkiem tych operacyj długi rosły; bohater nasz jednak był pewnym ostatecznego uregulowania ich przy pomocy kapitaliku, który po najdłuższem życiu sparaliżowanej ciotki miał odziedziczyć.
Pewien rodzaj ludzi nigdy nie pyta: skąd masz? — lecz: ile masz? — a ponieważ Artur był młodzieńcem nader miłej powierzchowności, i ponieważ łatwiej można mu było wykazać oszustwo w grze, plotkarstwo i skłonność do blagi niż najmniejsze zaniedbania form towarzyskich, — dobry ten więc chłopak w najuczciwszych domach przyjmowany był z otwartemi rękoma, a nawet... konkurował o pewną posażną jedynaczkę z widokami wygranej!...
Wiedząc o tem, nie zdziwią się zapewne czytelnicy, skoro im powiemy, że w chwili, gdy przyjaciela naszego spotkaliśmy na ulicy Wierzbowej, jakiś bardzo przyzwoity mężczyzna zastąpił mu drogę i z najniższym ukłonem rzekł:
— Jakież to szczęście, że spotykam szanownego pana Artura!
— Witam; czemże mogę służyć? — spytał uprzejmy młody człowiek.
— Powiem krótko: we czwartek żona moja i ja wydajemy wieczorek... Znam mało przyzwoitej młodzieży, i dlatego ośmielam się prosić pana o pomoc...
— Rozumiem i chętnie służę! — odparł młody człowiek, któremu przemknęły w tej chwili przez myśl: polędwica z sałatą, szczupak z białym sosem i kilka gatunków win różnej narodowości.
— Gdzież szanowny pan mieszka? — zawołał rozpromieniony gospodarz balu. — Już od tak dawna pragnąłem mu złożyć wizytę...
— W tej chwili... to jest... — bełkotał Artur.
— Domyślam się! Masz pan zapewne nieuregulowany apartament. Więc tymczasem dowidzenia, a przy pierwszej sposobności...
Mówiąc to, człowiek przyzwoity czule ściskał rękę Artura, który wyglądał tak, jakby mu frazes „o uregulowaniu apartamentów“ nasunął jakąś myśl znakomitą. Nim więc znajomy zdołał dostatecznie określić potęgę swej wdzięczności, Artur rzekł:
— Przepraszam za ciekawość...
— Owszem, panie, bardzo proszę!
— Czy państwo Gwizdalscy są także inwitowani?
— Panna Helena i jej ojciec?... Na śmierć zapomniałem!... Ale zaproszę ich niezawodnie, mam nawet przy sobie bilety i natychmiast poszlę.
— Będę dziś u tych państwa i z całą przyjemnością podejmę się pośrednictwa.
— Pan taki łaskaw... tyle grzeczności!... Musimy jednak wstąpić gdzieś dla napisania adresu.
Po króciutkiej naradzie, przyzwoity człowiek i elegancki młodzieniec weszli do najbliższej cukierni. Tu przyzwoity człowiek, nachyliwszy się do subjekta, szepnął:
— Czy mogę prosić o atrament i pióro?
— Dwie erbeti!... — huknął subjekt.
— Nie herbaty, panie! Ośmielam się prosić go o atrament i pióro.
Podano żądane rekwizyta, i za chwilę miły Artur schował do kieszeni bilet, na którym stało:

M-me Kukalska née Hebesowicz, z małżonkiem, ma honor prosić M-elle Helenę Gwizdalską, wraz z ojcem, na wieczór tańcujący o godzinie jedynastej we czwartek.

Dobrze wychowany Artur czuł, że w sprawie zaprosin tkwi wiele nieformalności, pocieszył się jednak widokami przyszłego szczęścia i śpiewając, poszedł ku domowi.

 

Biuro nieruchomości Nowa Huta 

 

środa, 23 listopada 2022

Adam Asnyk

Adam Prot Asnyk (1838- 1897) był po­etą, pu­bli­cy­stą, dzia­ła­czem pa­trio­tycz­nym oraz człon­kiem Rzą­du Na­ro­do­we­go Po­wsta­nia Stycz­nio­we­go. Ze wzglę­du na re­flek­syj­ność swych wier­szy, od­zwier­cie­dla­ją­cych prze­ży­wa­ny kry­zys świa­to­po­glą­do­wy wy­wo­ła­ny m.in. upad­kiem Po­wsta­nia 1863 roku, bywa zwa­ny po­etą-fi­lo­zo­fem (zw. w kon­tek­ście zbio­ru so­ne­tów Nad głębiami). Jego li­ry­ka wy­ra­ża­ła, na­wią­zu­jąc do ro­man­ty­zmu, tę­sk­no­tę za „siłą du­cha” i ocze­ki­wa­nie od­ro­dze­nia i uzdro­wie­nia „du­szy współ­cze­snej”. Za ży­cia okre­śla­no go jako naj­lep­sze­go po­etę pol­skie­go po­zy­ty­wi­zmu, now­sza na­uka za­li­cza Ada­ma Asny­ka do dru­gie­go po­ko­le­nia ro­man­ty­ków.

Oj­ciec, Ka­zi­mierz, był ofi­ce­rem ar­mii Kró­le­stwa Pol­skie­go. Po­nie­waż wal­czył w Po­wsta­niu Li­sto­pa­do­wym, zo­stał ze­sła­ny na Sy­be­rię po do­sta­niu się do nie­wo­li w bi­twie pod Ol­szyn­ką Gro­chow­ską (25 lu­te­go 1831). Po po­wro­cie z Ro­sji osie­dlił się w Ka­li­szu i za­jął m.in. han­dlem skó­ra­mi, pro­wa­dził rów­nież ho­tel i księ­gar­nie. Dzię­ki pra­cy i sta­ra­niom ojca, Asnyk uro­dził się w ro­dzi­nie bo­ga­tej, za spra­wą cze­go mógł ode­brać edu­ka­cję do­mo­wą na wy­so­kim po­zio­mie, w du­chu pa­trio­ty­zmu ro­man­tycz­ne­go i przy­wią­za­nia do eto­su ry­cer­skie­go szlach­ty przed­ro­zbio­ro­wej Rze­czy­po­spo­li­tej, Le­gio­nów, Księ­stwa War­szaw­skie­go i Po­wsta­nia roku 1830. W wie­ku 11 lat za­czął uczyć się rów­nież w ka­li­skiej szko­le re­al­nej, któ­rą ukoń­czył w roku 1853. Znał wte­dy bar­dzo do­brze trzy ję­zy­ki obce oraz miał dużą wie­dzę m.in. z bo­ta­ni­ki i che­mii. Apli­ko­wał rów­nież w ka­li­skim są­dzie po­ko­ju. W roku aka­de­mic­kim 1856-57 stu­dio­wał w In­sty­tu­cie Go­spo­dar­stwa Wiej­skie­go i Le­śnic­twa w Ma­ry­mon­cie pod War­sza­wą. Na­stęp­nie pod­jął na­ukę w sto­łecz­nej Aka­de­mii Me­dy­ko-Chi­rur­gicz­nej. Pod­czas stu­diów le­kar­skich za­czął an­ga­żo­wać się po­li­tycz­nie.

W roku 1859 by unik­nąć re­pre­sji władz ro­syj­skich wo­bec sto­wa­rzy­szeń stu­den­tów war­szaw­skich skie­ro­wał się do Wro­cła­wia. Tam przez dwa se­me­stry kon­ty­nu­ował stu­dia le­kar­skie. Gdy wkrót­ce po­wró­cił do sto­li­cy Kró­le­stwa, zo­stał aresz­to­wa­ny i był wię­zio­ny w Cy­ta­de­li. Po uwol­nie­niu, udał się za na­mo­wą ro­dzi­ców do Pa­ry­ża (1860), an­ga­żu­jąc się w spra­wy emi­gra­cji i stu­dia. Szyb­ko udał się do Nie­miec, za­pi­su­jąc się na Uni­wer­sy­tet w He­idel­ber­gu. Tam słu­chał wy­kła­dów m.in. z hi­sto­rii, pra­wa i fi­lo­zo­fii.

Wkrót­ce po­wró­cił do War­sza­wy, przy­stą­piw­szy do stron­nic­twa „czer­wo­nych”, opo­wia­da­ją­ce­go się za zbroj­ną kon­fron­ta­cją z Ro­sją, i zo­stał człon­kiem Rzą­du Na­ro­do­we­go. Miał, jak wska­zu­ją ra­por­ty au­striac­kiej po­li­cji (zob. ni­żej), na­le­żeć do gru­py szy­ku­ją­cej za­mach na na­miest­ni­ka Fio­do­ra Ber­ga. Wo­bec roz­wią­za­nia Rzą­du Na­ro­do­we­go przez Ro­mu­al­da Trau­gut­ta (IX 1863) Asnyk wstą­pił w sze­re­gi po­wstań­czej ar­mii, jed­nak służ­bie woj­sko­wej prze­szka­dza­ło po­gar­sza­ją­ce się stop­nio­wo zdro­wie. Upa­dek Po­wsta­nia za­stał go już poza gra­ni­ca­mi Kró­le­stwa. Być może cho­ro­wał na de­pre­sję, stąd i jego po­dró­że do Nie­miec, Włoch i Ho­lan­dii od­by­te w l. 1864-1865. Pod­jął rów­nież na nowo stu­dia w He­idel­ber­gu, zy­sku­jąc sto­pień dok­to­ra fi­lo­zo­fii i ma­gi­stra sztuk wy­zwo­lo­nych.

Od roku 1867 miesz­kał w Ga­li­cji, w Kra­ko­wie zaś od 1870. W roku 1884 zo­stał rad­nym tego mia­sta, a w roku 1889 po­słem do Sej­mu Ga­li­cyj­skie­go we Lwo­wie. Kie­ro­wał ak­cją spro­wa­dze­nia na Wa­wel pro­chów Mic­kie­wi­cza. Trzy lata przed śmier­cią stał się człon­kiem ho­no­ro­wym To­wa­rzy­stwa Mu­zeum Na­ro­do­we­go Pol­skie­go w Rap­per­swi­lu.

Jako po­eta de­biu­to­wał w roku 1864. Pierw­sze dwa to­mi­ki wier­szy z cy­klu Poezje uka­za­ły się w roku 1872, ko­lej­ny w 1874. Od roku 1882 zaj­mo­wał się re­da­go­wa­niem kra­kow­skie­go pi­sma „Re­for­ma” (wkrót­ce „Nowa Re­for­ma”), na któ­re­go ła­mach uka­za­ło się spo­ro jego tek­stów pu­bli­cy­stycz­nych, wier­szy i krót­kich opo­wia­dań. W tym pi­śmie były też dru­ko­wa­ne jego obec­nie nie­mal­że za­po­mnia­ne ko­me­die.

 

Biuro nieruchomości Nowa Huta 

Pośrednik nieruchomości Kraków

Biuro nieruchomości Kraków Oferujemy kompleksowe pośrednictwo w sprzedaży i zakupie nieruchomości w Krakowie oraz okolicznych miejscowościa...